Recenzja historyczno-sentymentalna aparatu NIKON P60, czyli:

“Nadciąga totalny kataklizm” 🙂

Powyższy link daję dla tych, którzy nie oglądali przesympatycznej komedii z podtytułu. Pokrótce wyjaśnię, że Jaś Fasola niszczy kompletnie dzieło, o wdzięcznym tytule “Matka Whistlera” i domalowuje w finale wielkiego nochala.
I tutaj spieszę miłośnikom sztuki z pocieszeniem. Nie martwcie się, to wszystko hollywoodzkie tricki. Naprawdę, “Matka Whistlera” ocalała i można ją, ku wielkiej uciesze zwiedzających, podziwiać w paryskim muzeum d’Orsay- co pokazuje pierwsza fotka naszego testu.
  matkaWhistlera

ISO400, f/3,6, 1/40s, 36mm
(Wszyskie ogniskowe w przeliczeniu na FF. Aparat ma matrycę CCD o rozmiarze 1/2,35 cala)

To pierwsze zdjęcie niesie dla naszej  recenzji trzy istotne informacje.
1. Ukazuje dużą dystorsję beczkową obiektywu przy najkrótszej ogniskowej  – 36mm. Można się jej pozbyć suwaczkami programu graficznego, co jednak nie usprawiedliwia konstruktorów aparatu, zwłaszcze, że 36mm to niezbyt krótka ogniskowa.
2. Aparat ma możliwość naniesienia daty (a nawet godziny) na zdjęcie. Na ogół wolimy odczytywać te dane z EXIF, bez psucia fotki, ale dla babci na biurko jak raz.
3.Ukazana data mówi nam o początkach mojego P60.
Pięć lat temu, gdy go kupowałem,  był w mojej ocenie królem kompaktów. Dzięki przyzwoitemu obiektywowi i dużej rozdzielczości – 8,1 Mpix, jego fotki były  wówczas nawet lepsze od zdjęć najtańszych lustrzanek, o czym utwierdziły mnie sample z imaging-resource.com, których setki przeglądałem w internecie.
Za 599PLN nabyłem poręczny aparacik, robiący dobre zdjęcia i wyruszyłem z nim w świat.

Kolejna fotografia też ma widoczną dystorsję, a i perspektywa skrzywiona, ale wiecie co? Trafiła do gazet. Serio, serio. Fotograficznie nie jest to ciekawe ujęcie, ale ma walor dokumentalny. Ukazuje dwa belgijskie okręty, które zaparkowały sobie, na krótko, w londyńskim centrum finansowym Canary Wharf.

Okręty

Zdjęcie jest dobrym przykładem na to, jak ważne jest, aby aparat mieć zawsze przy sobie.
W przypadku P60, oprócz małych gabarytów, dostępność poprawia zasilanie dwoma zwykłymi paluszkami. Dzięki temu, zawsze jest w gotowości, bo dodatkowe baterie, nietrudno mieć w zapasie.

W centrum kadru, dystorsja jest mało widoczna.

Wieżowiec

ISO80,f/8,5, 1/500s, 36mm

Dzięki trybowi makro, aparat ostrzy od 10cm i daje ładne odwzorowanie.Przy kadrowaniu bardzo pomocny jest wizjer elektroniczny, zawierający identyczne informacje jak wyświetlacz.

makro
ISO80, f/4,1/30s, 58mm

Na długim końcu ogniskowej NIKON ma 180mm, a ponadto jest funcja zooma elektronicznego – poprzez kadrowanie. Tracimy rozdzielczość, ale możemy dostać 720mm ogniskowej. Taki cyfrowy hiperzoom. Przyznam, że nawet nieźle to działa. Przykładowa fotka z przeliczeniowej ogniskowej 432mm.

tele432mm
ISO80, f/4,5, 1/640s
Jak widać, dobrze też się sprawia stabilizacja, bo zdjęcie zrobione “z ręki”. Do pierwszych świateł z 400m, a do wieżowca to ok. 2 km.

Miłe dla oka, sielskie kolorki. Dziury po kornikach świadczą o wysokiej rozdzielczości.

martwa natura

Kolorki przydały się też w Złotej Pradze.

złotaPraga
Chyba jednak Czesi przesadzili z tym złotem :D.

A teraz wisienka na torcie. Idealna geometria po wydłużeniu ogniskowej i dobre światło. No i trochę je wykadrowałem
Tutaj P60 wzniósł się na wyżyny, a zdjęcie uznane zostało jako “Photo of the day”  na portalu Imaging-Resource.com w 2010r. Byłem bardzo dumny z owych dziesięciu minut sławy i rozsyłałem linki do wszystkich znajomych.

Millennium and Royal Victoria Dock in London

Millennium

ISO80, f/9,8, 1/320s, 69mm, korekta +0,3EV

Plusem małej matrycy jest możliwość uzyskania dużej głębi ostrości,

Samoloty

Aby dostać taki efekt na FF należałoby użyć F11, a tu wystarczyła przysłona f3,6 😉

 …….,minusem natomiast słabiutkie wyższe ISO.

Zaszumione nocne
ISO 400 to, jak widać w powiększeniu, dużo za dużo na małego Nikonka. Szumy zjadły wszystko. Tę fotografię posłałem na konkurs “zdjęć najbardziej spapranych z powodu sprzętu”. Czyż można bardziej zmarnować taki widok. Konkurs był pewnie ustawiony, bo nie wygrałem. 😀

W ogóle, to “na ciemno” P60 wygląda słabo. Malutka lampa tylko udaje lampę i doświetla przyzwoicie ze 2m pierwszego planu. W połączeniu z niskim ISO, nie polecam aparatu do miejsc słabiej oświetlonych. Sytuację trochę polepsza nikonowska funkcja D-lighting, którą możemy rozjaśnić niedoświetlone miejsca na zrobionych zdjęciach.

Każdy aparat ma wady i zalety. Podobnie mój mały przyjaciel – P60. Jak widać czasami coś mu nie wyszło, ale potrafił też  wzbić się na wyżyny. Jak każde narzędzie, najlepiej go używać tak, aby wykorzystać jego najlepsze możliwości. Dla P60 recepta brzmi: “Unikaj zbyt ciemnych i ciasnych zaułków. Nie będziesz musiał używać szerokiego kąta i większego ISO. Zrobisz ładne fotki i nie okradną cię nachalne osiłki, które w takowych zaułkach mogą egzystować” 😀
Wybaczcie, że nie opisałem wszystkich zakładek menu, nie skupiłem się na odpowiednim oporze przeróżnych przycisków na body, oraz nie podałem i nie przeanalizowałem całych danych technicznych, jak to bywało w setkach, przeczytanych przeze mnie i pewnie przez Was testów.
I tak już nikt nie będzie go szukał  sklepie – P60  odszedł już do historii.
Natomiast zdjęcia, jakie pozostawił po sobie wciąż żyją i mogą być nadal pouczające- dlatego to one są głównymi bohaterami tej recenzji. A z drugiej strony – zdjęcia, to najlepszy test aparatu.

Nikonek
NIKON P60-nieco powolna elektronika, ale zrobił kilka tysięcy zdjęć i wciąż trzyma fason.

Aparat umie też nakręcić film, z dźwiękiem mono, ale nie zamieszczam przykładów. Przecież każdy wie jak marnie wygląda 640×480 i nikt tego nie ściągnie.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s